s-atrapa blog

Twój nowy blog

kolorowa

3 komentarzy

Na stronach z pornem zawsze fascynują mnie informacje o „czekających w pobliżu twojego miasta” gorących dziewczynach, chętnych na seks.
SexySusan gotowa jest oddać swe ciało w Otrębusach, AlwaysHorny płonie żądzą w Pęcicach, a w Strzeniówce o ostrym rżnięciu marzy czarnoskóra HotGirl18, panna z parafii tutejszej.

rota

Brak komentarzy

Mój pobyt w Berlinie zbudowałem na tradycyjnej dychotomii dzień-noc
(światłość-mrok, cnota-występek).
Za dnia: muzea, sztuka, kultura,
wzniosłość.
Po nocy: seks, seks, seks, sponiewieranie.

folk as queer

1 komentarz

Piękny był w metrze.
Jakby go kto zabrał prosto od kosy, od pszenicy z pola, ze słońca.
A ja w to słońce zapatrzony.
I oczu nie mogłem oderwać ani kosy jego przestać sobie wyobrażać.

Na Marszałkowskiej sprzedają pistolety do robienia baniek mydlanych.

Ja pamiętam takie plastikowe pojemniczki (na wieczku był labirynt z kulką) sprzedawane nad morzem: biegło się po plaży i bańki leciały dziesiątkami.
Ale nie tylko. Pamiętam też, jak babcia rozrabiała mi wodę z mydłem, nacinała słomkę (naturalną, syntetyczne były luksusem), robiąc na końcu „gwiazdkę”, a ja potem przez godzinę miałem zajęcie.

Pamiętam również komputer i kasety, komputer i miękkie dyskietki, komputer i dyskietki twarde, komputer i CD-ROMy. Tak jak moja babcia pamiętała pierwszy radioodbiornik w Wołominie.

Ręczne przechodzi w zautomatyzowane, naturalne w synetyczne, analogowe w cyfrowe.

To już są zmiany pokoleniowe. Starość to jest po prostu.

Piję wódkę z colą.
Mężczyźni pięknieją.

Silne ręce, silne spojrzenie.
Na przedramieniu sznyty i dziara „Szacunek ludzi ulicy”.
Na owłosionych nogach najacze.
Lubię to.

Ale nagle: kanary.
(Przystanek zaraz, zdąży im zwiać – myślę.)

Czerwone światło.

- Masz taką fajną delikatną skórę na rękach. Kręci mnie to – mówi mi podczas seksu sportowy koleś, z którym się spotkałem.

Następnego dnia, matka:
- Jakie ty masz zniszczone dłonie! Jak drwal!

No więc dobra, byłem znowu w Fantomie.

Darkroom: miejsce, gdzie się pedały ruchają, ale przy drzwiach do jednej z kabin ciota opowiada, jak to pochowała matkę, a na wporst ekranu z pornolami dwie inne rozmawiają o wystawieniach Toski w Nowym Jorku – cóż, bywa, trzeba zacisnąć zęby i jakoś przeżyć (choć nie polecam zaciskania zębów podczas robienia laski).

Gdy z głośników puścili Nothing Compares To You Sinead O’Connor, wydało mi się to nawet zabawne, ze względu na okoliczności. Gdy usłyszałem November Rain, poczułem się już jak na dyskotece w czwartej klasie podstawówki. We Are the World wprowadziło mnie w pewne zakłopotanie, ale gdy poleciało Neverending Story i co niektóre cioty zaczęły sobie podśpiewywać – oniemiałem zupełnie. Miałem ochotę wyjść.

Nie wyszedłem. Obciągnąłem dwóm kolesiom, nawet obyło się bez zaciskania zębów.

- Zobacz, ile już budynków narysowałam – mówi dziewczynka do swojego ojca.

(Siedzą w metrze, obok siebie. Ona z blokiem i kredkami, on z telefonem komórkowym.)

- Ehe – nie patrząc odpowiada ojciec.

(Długie, niemyte włosy spięte z tyłu gumką. Czapka.)

- No zobacz – upiera się dziewczynka, podsuwa kartkę przed nos.

- Widzę – mówi ojciec i odsuwa jej rękę.

No bo co mu, kurwa, przeszkadza grać na komórce.

Łydki.
Zbiegał do metra i miał gołe łydki.
Smagła skóra, kształtny łuk.

Wiosna idzie.


  • RSS