- A ty na każdym zdjęciu coraz piękniejszy! Jak ty to robisz?
- Coraz sprawniej posługuję się fotoszopem.
Mamy kaca.
Leżymy w łóżku i konamy.
Nagle Tomek zrywa się, bierze laptop, wraca do łóżka i na youtube włącza - Dynastię.
I on twierdzi, że nie jest popierdolony!
Zostawić biurko, zostawić otwartą pastę do zębów.
Przerwane w połowie zdanie.
I uciec.
No ok, jestem kompletnie spity i na pewno będę miał jutro kaca, ale jak się wyrzygam, to rano zawsze odchoruję nieco łagodniej.
Więc kibel, palce - wiadomo.
I kurwa nic.
Tak już sobie gardło wyćwiczyłem, że mi odruch wymiotny zanika.
No to jutro będzie tragedia.
Dobrze, że z tego wyćwiczenia chociaż czasami mogą być potężne przyjemności.
Na spotkanie ze znajomymi upiekłem ciasto, jak na porządną ciotę przystało.
No ale głupio tak jechać przez pół miasta z ciastem.
Zapakowałem je zatem do reklamówki ze sklepu odzieżowego i udaję, że to wcale nie produkt spożywczy, chałupniczy, tylko masowy i niejadalny.
W autobusie chcę sobie spokojnie usiąść, w kąciku, niewidoczny, ale drogę zagradza mi grubas. Ogromny.
Grubas jest z żoną. Naraz żona do niego:
- Czekaj, przejdzie ten pan z ciastem - i grubas się cofa, żebym mógł się przecisnąć.
Siadam, jak chciałem, ale już myślę tylko o oczach tej kobiety - oczach, które przejrzały mnie na wylot, prześwidrowały, zbadały i na jaw wyciągnęły wszystko. I czuję, że ona już wie nie tylko, że ja ciasto wiozę, ale też że dwa razy się dziś onanizowałem, i że chłopców lubię, i że seks analny uprawiam, i że obciągałem w parku i w darkroomie, i że do zakonu chciałem iść, i że jak byłem mały, to łapałem motyle i kopałem im groby, bo pociągał mnie wesoły zawód grabarza.
Więc tak przejrzany, trzęsę się cały w środku i trzęsie się obok mnie olbrzymi brzuch grubasa.
A Gloria nie poszła wczoraj na zabawę w remizie!
Taka z niej urwiska.
Ale i tak bardzo ją lubię.
- I pamiętaj, że masz u mnie długi.
- Daj spokój. Piętnaście złotych to co to za długi.
- No tak, długi to powyżej dziewiętnastu.